31 maja 2020

Swojsko o... witaminie D

Czyli jak, kiedy i po co powinniśmy wylegiwać się na słońcu

 

Tyle rzeczy dookoła mamy za darmo! Wystarczy otworzyć okno, żeby obudził nas śpiew ptaków. Albo ubrać wygodne buty, wyjść z domu i już po chwili jesteśmy w górach (czy my w ogóle doceniamy to, że pod nosem mamy tak cudowne miejsca? Spokój, cisza, czas na refleksję, piękne widoki, czyste powietrze… Niektórzy właśnie na to wydają ciężko zarobione pieniądze). Można też po drodze nazbierać ziół albo ostrężyn, albo kwiatów polnych, i nikt nie każde nam za to wszystko płacić. A jak napiszę Wam, że jest jedna bardzo cenna rzecz tak za darmo, że aż wstyd z niej nie korzystać? Nie trzeba jej podnosić, nie trzeba jej zrywać, nie trzeba nawet specjalnie gdzieś wychodzić… Wystarczy leżeć na słoneczku, można zamknąć oczy, można czytać książkę – i już. Już po 15-20 minutach mamy wystarczający jej zapas, żeby cieszyć się zdrowiem i żyć pełnią życia! Mowa o witaminie D.

Czym jest witamina D? To w zasadzie nie witamina, a hormon. Reguluje on działanie genów, a co za tym idzie, szereg przemian w naszym organizmie. Pierwsze skojarzenie z tą witaminą będzie zapewne: kości. Słusznie, ponieważ reguluje gospodarką wapniowo-fosforanową w naszym organizmie. Jak choroby kości, to i osteoporoza, co szczególnie ważne jest dla osób starszych. Ale to dopiero wierzchołek góry lodowej: witamina D to prawie cudowna substancja, która pozwala nam uniknąć wielu chorób, w tym raka! A to dlatego, że witamina D3 jest zużywana do całkiem zwyczajnej pracy naszego układu immunologicznego – jej niedobór może skutkować wszelakimi chorobami autoimmunologicznymi (od łuszczycy przez zapalenie stawów aż po Hashimoto). Nasza witamina kontroluje wzrost komórek: te zdrowe rosną beztrosko, natomiast u tych uszkodzonych, nowotworowych, wywołuje obumarcie (tzw. apoptozę). Rakowi kości, piersi, okrężnicy, czerniakowi i wielu innym można zapobiec, a nawet je wyleczyć za pomocą witaminy D, co zostało udowodnione licznymi badaniami.

No to ile tak leżeć na tym słońcu? A owszem, są jakieś tam wytyczne, jakieś RDA, jakieś jednostki (około 50-90 nmol/l), których i tak nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić (bo ile to jest 50 nmol/l?), albo nie zapamiętamy, bo po co pamiętać cyferki, skoro można zapamiętać bardziej praktyczne rady? Dla dociekliwych, a również i dla tych planujących suplementację witaminy D3, polecam bardzo dobry artykuł: https://alexba.eu/jak-obliczyc-suplementacje-witaminy-d3/

Dobra wiadomość jest jednak taka, że dopóki dbamy o siebie, moim zdaniem nie musimy na siłę badać poziomu D3. Wystarczy znać niektóre fakty: w naszej szerokości geograficznej, na południu Polski, słońce nie będzie przez okrągły rok wystarczająco wysoko, aby nasza skóra mogła wytworzyć odpowiednio dużo witaminy D3. Dopiero w okresie mniej więcej od końca kwietnia do końca września, od około godziny 10 do 14-15, promienie UVB (jest to bardzo ważne, o czym za chwilę) padają na naszą skórę pod wystarczającym kątem, aby ta mogła wytworzyć witaminę D3. Poza tym witaminę D można pozyskiwać również z pożywienia, ale dzisiaj skoncentrujmy się na słońcu.

W tym miejscu należy wspomnieć o pułapce, w jaką co roku wpadamy: czy to nie w okresie największego nasłonecznienia najczęściej sięgamy po kremy do opalania? Najlepiej z jak najwyższym filtrem, bo ktoś kiedyś straszył, że jak się nie posmarujemy, to dostaniemy raka skóry? Otóż moi kochani – jak się nie posmarujemy i przeleżymy na balkonie 2 godziny w pełnym słońcu, to będziemy mieć gwarantowanego raka na plecach przez tydzień, aż zejdzie nam skóra (w takim przypadku sprawdza się natychmiastowy chłodny prysznic oraz okłady z ogórka czy maślanki). Możemy też dostać udaru cieplnego, co jest równie nieprzyjemne (tutaj też obowiązuje: chłodny prysznic oraz dużo, bardzo dużo wody mineralnej do picia!). Z drugiej strony: gdy się posmarujemy, a krem posiada filtr UVB, to zablokujemy sobie możliwość tworzenia witaminy D, a gratis przez skórę wchłoną się wszystkie gadżety rakotwórcze, wchodzące w skład kremów do opalania. A co to takiego? Jeżeli ktoś ma ochotę, może teraz sięgnąć  po swoją buteleczkę z olejkiem i przeczytać sobie skład. Na pewno znajdzie się tam oxybenzone (substancja aktywna hormonalnie, w skrócie pisząc – wpływa na naszą gospodarkę hormonalną), która między innymi przyczynia się do produkcji wolnych rodników (czyli szybszego starzenia się organizmu). Albo Oktokrylen,  albo octyl methoxycinnamate (OMC), albo HMS, 3BC, OD-BAPA… Wystarczy sięgnąć do internetu, aby dowiedzieć się, co te substancje mogą nam zafundować.

Trzeba przy tym pamiętać, że to właśnie promieniowanie UVB pozwala na produkcję witaminy D. Odrobinę lepsze zdawałyby się kremy z filtrem UVA, które blokują tylko promieniowanie niepotrzebne naszej skórze. Jednak i one zawierają szkodliwą chemię. Dlatego warto sięgać po naturalne „olejki do opalania” – to na przykład olejek z pestek malin, olejek marchewkowy czy (odrobinę mniej ochraniający skórę) olejek kokosowy. I oczywiście nic nie zastąpi zdrowego rozsądku – jeżeli cały rok pracujemy zamknięci w biurze i wracamy do mieszkania, gdzie zatracamy się w codziennych obowiązkach, a słońce widzimy tylko na tapecie naszego smartfona, to niech jednym z naszych obowiązków stanie się powolne przyzwyczajanie skóry do słońca. Najlepiej po prostu zacząć spędzać czas na świeżym powietrzu.

Nie bójmy się korzystać z tego, co daje nam natura. Świat stworzony jest w tak przemyślany sposób, że wszystko, czego potrzebujemy, aby być szczęśliwym i zdrowym, leży w zasięgu naszej ręki. Nasi dziadkowie pracowali na świeżym powietrzu, ciesząc się słońcem przez cały rok – i nie znali chorób cywilizacyjnych, jak na przykład raka. My jesteśmy na co dzień zamknięci w murach biur i fabryk, a w słoneczne niedziele chowamy się za murami supermarketów lub internetu. A gdyby tak odwiedzić supermarket lub internet tylko po to, aby kupić buteleczkę olejku marchewkowego i piłkę plażową, i wyjść pograć z rodziną i przyjaciółmi?

Artykuły z serii: „Swojsko o…” to teksty, które w przystępny sposób przybliżają czytelnikowi zagadnienia z dziedziny zdrowia i jego profilaktyki, odżywiania, suplementacji czy terapii naturalnych. Ze względu na docelowego odbiorcę unikam używania słownictwa naukowego, a zawiłości wyjaśniam w uproszczonych schematach. Zamieszczone treści mają charakter wyłącznie edukacyjny i nie mogą być traktowane jako porada medyczna.

Źródła:

Beata D., Gruber M., „Fenomen witaminy D. The phenomenon of vitamin” Zakład Biochemii i Biofarmaceutyków, Narodowy Instytut Leków w Warszawie, 2015. https://phmd.pl/api/files/view/116222.pdf

 

Grzebyk, R. „Rak to nie wyrok”

Kuryłowicz A., Bednarczuk T., Nauman J.: „Wpływ niedoboru witaminy D na rozwój nowotworów i chorób autoimmunologicznych”, Zakład Badawczo-Leczniczy Endokrynologii Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im. M. Mossakowskiego, PAN, Warszawa 2007 https://journals.viamedica.pl/endokrynologia_polska/article/viewFile/25645/20467

Wawer, I „Suplementy diety dla Ciebie”

 Zięba, J.  „Ukryte terapie”

Źródło zdjęcia: http://www.akademiadietetyki.pl/dietetyka-sklep-plansze-edukacyjne/